Makan! Singapur od kuchni. Co i gdzie zjeść?

Makan” to słowo wywodzące się z języka malajskiego, które oznacza tyle, co „posiłek” lub „jeść” i regularnie zajmuje wysokie lokaty we wszelakiej maści zestawieniach najbardziej kluczowych fraz Singlish. Zupełnie niedawno mój znajomy Singapurczyk napomknął, że na tę popularność trzeba brać pewną poprawkę: słowem makan zdecydowanie chętniej posługują się przedstawiciele starszych pokoleń, a młodzież stosuje je raczej rzadko.

Biorąc jednak pod uwagę, że nadal często można je zobaczyć (i bądź co bądź, usłyszeć), wybrałam makan jako jedno z tych słów-kluczy, którymi śmiało można opisać singapurską kulturę. Nawiasem mówiąc, Singlish to potoczna odmiana singapurskiego angielskiego, która garściami czerpie z języków: malajskiego, tamilskiego oraz rozmaitych dialektów chińskiego, i przy której można absolutnie zwątpić w swoje lingwistyczne zdolności. Ale dziś nie o tym.

Dziś o kulturze makan, czyli o kulturze jedzenia w Singapurze. A ponieważ jest to temat, na który z powodzeniem można by napisać opasłe tomisko, skupię się na pewnym jej wycinku, a mianowicie sztandarowych singapurskich daniach. W skrócie: podpowiem Wam czego Warto spróbować oraz gdzie.

Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, należy się Wam wyjaśnienie co to w ogóle znaczy „kuchnia singapurska” i czego możecie się w związku z tym spodziewać. Oraz dlaczego na poniższą listę trafiły takie a nie inne dania.

A zatem…

Czy kuchnia singapurska w ogóle istnieje? 

Wiem, że jest grono osób, dla których Singapur – ze względu na swoją relatywnie krótką historię istnienia oraz specyficzne okoliczności powstania (czytaj: przybycie różnych grup etnicznych na niewielkie terytorium, z którym nic ich wcześniej nie łączyło) – to państwo „bez kultury i bez tożsamości”. Ot, po prostu zlepek potomków migrantów z różnych kierunków świata, którzy stworzyli miasto-hybrydę, za jaką nie kryje się żaden wspólny mianownik, żadna nowa jakość. W wersji bardziej radykalnej – oderwany kawałek Malezji.

Błąd.

Jak wielokrotnie pisałam już wcześniej (i będę powtarzać to do znudzenia 😉): ani tradycje, ani kultury, ani tożsamości nie biorą się znikąd. Nie są też niepodlegającymi zmianom monolitami. Powstają w określonym czasie, wśród określonych ludzi. 

A jeśli jesteśmy już przy terytorium… To, że na relatywnie niewielkiej przestrzeni ulokowali się przybysze z tak wielu stron świata, dla kulinarnego oblicza miasta stało się ogromnym atutem. Dzięki temu spróbujecie tu dań reprezentujących naprawdę różne kraje (nie tylko Azji!) i będę one smakować bardzo autentycznie. Co więcej, lokalni kucharze nie poprzestali na odtwarzaniu przywiezionych przez siebie receptur i zaczęli tworzyć nowe, co doprowadziło do powstania kilku rdzennie singapurskich dań lub wariacji na temat potraw znanych z innych zakątków świata. 

Podsumowując: kuchnia singapurska istnieje i ma się świetnie. Kulinaria stały się jedną z głównych turystycznych wizytówek miasta, zaś dla samych Singapurczyków jedzenie to sprawa pierwszej wagi i jeden z ulubionych tematów rozmów. Wspólne biesiadowanie na stałe wpisało się w miejski krajobraz dzięki ogromnej liczbie hawker centers, o których więcej przeczytasz tutaj.

Na mojej prywatnej, kulinarnej mapie  świata, Singapur bije Tokio, gdzie mieszkam obecnie, na głowę pod względem różnorodności i (subiektywnie rozumianej) smakowitości. 

Jaka jest kuchnia Singapuru?

Przede wszystkim: szalenie różnorodna i… pikantna. Nietrudno tu o dania, które śmiało można by określić mianem pokarmu smoka, a do zapewnień o łagodności danej potrawy warto podchodzić z dużą sceptycyzmu 😉 Bez problemu najedzą się tu mięsożercy, fani ryb, jak również weganie i wegetarianie.

Na jedzenie można tu wydać chyba każde pieniądze, ale jeśli podróżujecie budżetowo, mam dla Was doskonałą wiadomość: wspomniane już hawker centers to cudowne, gastronomiczne kombinaty, gdzie za posiłek zapłacicie równowartość kilku singapurskich dolarów. Znajdziecie je dosłownie WSZĘDZIE, a w nich – tłumy Singapurczyków kolejkujących do ulubionych stoisk.

Jeśli zaczniecie przeczesywać Internet w poszukiwaniu listy dań charakterystycznych dla singapurskiego krajobrazu kulinarnego, traficie na dobrych kilkadziesiąt pozycji. Ja do niniejszego wpisu wytypowałam znacznie mniej. Dlaczego? Po pierwsze – nie skończylibyście czytać tego wpisu przez najbliższy miesiąc 🙂 A po drugie – wszyscy wpadlibyśmy w jeden, wielki gastronomiczny kryzys! Bo kiedy tego wszystkiego spróbować?!

Zapytałam więc znajomych Singapurczyków o to, jakie dania uważają za najważniejsze singapurskie przysmaki, uwzględniłam te, co do których nie ma wątpliwości, że powstały w Mieście Lwa, pomnożyłam to wszystko przez moją osobistą perspektywę i… voila! Tak powstało poniższe –  nieco subiektywne – zestawienie. Są to dania, które niejednokrotnie polecałam już swoim bliskim oraz znajomym i wiem, że im smakowało 🙂

Gotowi na konkrety? Let’s makan!

Dania główne (alfabetycznie)

BAK KUT TEH

Bak kut teh jest daniem o rodowodzie chińskim, które wywodzi się najprawdopodobniej z prowincji Fujian. W wersji najpowszechniejszej jest to zupa na długo gotowanych żeberkach wieprzowych, wzbogacona licznymi ziołami i przyprawami. Serwuje się ją w towarzystwie ryżu oraz kilku dodatków, na przykład bean curd (ser sojowy? Chyba nie potrafię nazwać tego składnika po polsku!) i zazwyczaj popija herbatą.

Co ciekawe, bak kut teh przyrządza się inaczej w zależności od regionu. I tak, w kuchni Teochew wywar jest lekki i przejrzysty, z minimalną ilością przypraw i wyraźną nutą czosnku. Kantończycy są zdecydowanie hojniejsi pod względem ilości ziół i dodają do zupy również inne składniki, np. grzyby. Natomiast w kuchni Hokkien możecie spodziewać się wywaru zdecydowanie gęstszego i bardziej słonego z uwagi na dużą ilość ciemnego sosu sojowego.

W polecanej przeze mnie restauracji Song Fa możecie spróbować bak kut teh w stylu Teochew i w kilku różnych odsłonach – poza klasycznymi żeberkami polecam wariant z polędwicą, a jeśli lubicie podroby, znajdą się też żołądki, nerki i wątroba 😉 Miejscówka ta ma długą tradycję, sięgającą lat 60. i została wpisana na listę Michelin Bib Gourmand. Bez obaw – ceny są przyjazne i zaczynają się od niecałych 7 SGD.

Song Fa Bak Kut Teh 松發肉骨茶

Song Fa posiada obecnie 10 restauracji zlokalizowanych w różnych częściach miasta. Ja swoje bak kut teh zjadłam przy 11 New Bridge Road (Chinatown).
https://songfa.com.sg/

CHILLI CRAB  I BLACK PEPPER CRAB

Mimo swojej nazwy, chilli crab nie jest mocno pikantnym daniem (mówiąc wprost: jego pikantność jest niereprezentatywna dla wielu lokalnych przysmaków, które śmiało polecam miłośnikom ognia). Przyrządza się go w słodkim sosie pomidorowym z chilli i podaje w skorupie, toteż do konsumpcji potrzebne są:

  • nasze własne ręce,
  • specjalny widelczyk,
  • “dziadek do krabów” 🧙 🦀 – czyli przyrząd a’la dziadek do orzechów, nie wiem jak go ładnie określić po polsku, po angielsku to “crab cracker”,
  • sporo cierpliwości,
  • oraz gotowość na ubrudzenie siebie, stołu i potencjalnych współbiesiadników 😉

Nieodłącznym elementem dania są bułeczki mantou, które wyśmienicie nadają się do wymoczenia w sosie. Tak, kolacja z chilli crabem zdecydowanie przypomina rytuał i warto go dzielić z innymi!

Autorstwo dania przypisuje się pani Cher Yam Tian, która w latach 50. wraz z mężem sprzedawała krabowe dania w Singapurze i pewnego razu do potrawy przyrządzanej dotychczas w sosie pomidorowym dodała sos chilli… Z kolei słynny lokalny szef kuchni Hooi Kok Wah w latach 60. opracował przepis, który stał się podstawą receptury powszechnie znanej i lubianej do dziś.

Black Pepper Crab to z kolei odmienny wariant tego dania, ale również bardzo popularny wśród mieszkańców Miasta Lwa. Jak sama nazwa wskazuje, przyrządza się je z dodatkiem czarnego pieprzu (dużej ilości czarnego pieprzu), ale tym razem nie liczcie na sos.

Momma Kong's

34 Mosque Street (Chinatown)

Koszt: 50$ ale jeśli wybieramy się w towarzystwie - opłaca się pójść w zestaw (135$ na dwie osoby). Dostaniemy w nim mantou, porcję zieleniny, przystawkę (np. kalmara), homara, lody oraz napoje. Po zjedzeniu tego wszystkiego z dużą dozą prawdopodobieństwa od razu udamy się spać.
https://www.mommakongs.com/

HAINANESE CHICKEN RICE

Uchodzi za najpopularniejsze singapurskie danie, w istocie wywodzi się z chińskiej prowincji Hainan, skąd przybyło do Singapuru wielu imigrantów. Składniki na pozór są proste: kurczak, ryż i dip o smaku chilli. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

Kurczaka należy ugotować tak, aby zachować kruchość mięsa i specyficzną, „galaretowatą” konsystencję skórki. Ryż gotuje się w wywarze z kurczaka wraz z garścią dodatków: przede wszystkim czosnku, imbiru, spotyka się również cebulkę dymkę (ang. spring onion) oraz liście pandana. Z kolei dip przyrządza się na bazie czerwonego chilli, czosnku i imbiru, obowiązkowo z dodatkiem bulionu z gotowania kurczaka. Voila!

Wśród moich singapurskich znajomych żadne danie nie kojarzy im się z Miastem Lwa i domowym comfort food tak bardzo, jak właśnie chicken rice.

P.S. Hajnański pierwowzór tego dania nosi nazwę „wenchang chicken”.

Tian Tian Hainanese Chicken Rice

1 Kadayanallur St, #01-10/11 Maxwell Food Centre (Chinatown)

Koszt: kilka dolarów (jest to stoisko w hawker centre). Nie odkładajcie swojej wizyty na ostatni moment, ponieważ Tian Tian często wyprzedaje się, a co za tym idzie - zamyka sporo wcześniej.
https://www.instagram.com/tiantianchicken/ (konto na Instagramie)

HOKKIEN MEE

Hokkien mee to danie na bazie makaronu, którego rodowód sięga prowincji Fujian, zaś singapurska historia potrawy łączy się z Rochor Road, choć konsensusu w zakresie źródła jej pochodzenia i popularności  jak na razie nie osiągnięto.

Sięgając po hokkien mee w Singapurze należy spodziewać się: grubego makaronu oraz bee hoon (cieniutki makaron ryżowy) najpierw gotowanych w wieprzowo-krewetkowym bulionie, a następnie zasmażanych z jajkiem, krewetkami i wieprzowiną oraz serwowanych z chilli i limonką. Razem dostarczają solidnej porcji kalorii, która wystarczy Wam na długie godziny zwiedzania.

KAYA TOAST

Kaya toast to sztandarowe singapurskie śniadanie, w znamienitej większości przypadków serwowane z kopi i jajkami. Są to tosty przekładane masłem oraz kayą – słodkim smarowidłem przyrządzanym z mleka kokosowego, jajek, cukru i (opcjonalnie) pandana. Jedzą je wszyscy: młodsi i starsi, mieszkańcy i turyści.

Gwoli wyjaśnienia: kopi to kawa, zaś jajka serwowane do kaya toast gotuje się na miękko w taki sposób, aby żółtko pozostało płynne, a białko nie było do końca ścięte. Tak ugotowane jajka doprawia się sosem sojowym i pieprzem.

Kaya została podobno “wynaleziona” przez chińskich imigrantów z prowincji Hainan (tzw. hainanese kaya), a następnie zaadaptowana przez przedstawicieli kultury Peranakan, którzy przyrządzają ją z dodatkiem pandana (tzw. nonya kaya) – stąd zielony kolor.

Miejsc serwujących kaya toast jest w Singapurze bez liku. Wśród tych cieszących się największą renomą najczęściej wymienia się Ya Kun Kaya Toast (nazwa zobowiązuje!) oraz Killiney Kopitiam. A poza tym? A poza tym znajdziecie je chyba w każdym hawker centre oraz piekarniach i knajpkach wszelakiej maści, nierzadko w zupełnie oryginalnych wersjach smakowych spod znaku “tylko u nas”.

Najlepsza kaya to oczywiścia ta przyrządzana w danym miejscu od podstaw. A jeśli chcecie zachować smakowite wspomnienie Singapuru po powrocie do kraju – warto zaopatrzyć się w słoiczek i skrzętnie ukryć go przed wzrokiem innych łakomczuchów.

Ya Kun Kaya Toast

Ya Kun posiada kilkadziesiąt stoisk rozsianych po całym mieście. Wystarczy zachować czujność podczas zwiedzania lub odwiedzić ich stronę żeby wybrać dogodny adres 🙂

Koszt: kilka dolarów
http://yakun.com/

Killiney Kopitiam

67 Killiney Rd (nieopodal Orchard Rd)

Koszt: kilka dolarów
http://www.killiney-kopitiam.com/

Ah Seng (Hai Nam) Coffee

7 Maxwell Rd, #02-95 (Chinatown)

Koszt: kilka dolarów (jest to stoisko w hawker centre)

LAKSA / KATONG LAKSA

Laksa to rodzaj pikantnej zupy z makaronem popularnej w Azji Południowo-Wschodniej i jedno z flagowych dań kuchni nonya (o której nieco więcej piszę poniżej). Pikantna, sycąca, aromatyczna – może bazować na mleku kokosowym i curry (tzw. laksa lemak) lub na tamaryndowcu (tzw. asam laksa).

Z kolei Katong jest jednym z singapurskich osiedli, skąd wywodzi się prezentowany wariant dania. Katong laksa bazuje na curry, mleku kokosowym oraz suszonych krewetkach i jest lokalną odmianą laksy lemak. Poza makaronem dodaje się do niej m.in. krewetki oraz fish cake. Można jej spróbować w zasadzie na terenie całego miasta, choć o palmę pierwszeństwa w zakresie smaku i autentyczności “walczą” – jak nietrudno się domyślić – przede wszystkim te z dzielnicy Katong na południowym wschodzie Singapuru.

Famous Sungei Road Trishaw Laksa

531A Upper Cross St, #02-66 HONG LIM FOOD CENTRE (Chinatown)

Koszt: kilka dolarów (jest to stoisko w hawker centre)

KUCHNIA PERANAKAN (NONYA)

Słyszeliście kiedyś o kulturze Peranakan? Powstała ona w wyniku małżeństw mieszanych pomiędzy mieszkańcami terenów Azji Południowo-Wschodniej a Chińskimi imigrantami, którzy przybywali na te ziemie od mniej więcej 500 lat. W ramach tejże kultury wykształciła się wspaniała kuchnia, określana mianem kuchni nonya, a Singapur jest miejscem, gdzie można – i naprawdę warto jej spróbować.

W telegraficznym skrócie, kuchnia nonya łączy dania i składniki charakterystyczne dla kuchni chińskiej z przyprawami, składnikami (np. mleko kokosowe) oraz technikami gotowania charakterystycznymi dla mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej, przede wszystkim Malajów i Indonezji. Dania kuchni nonya są szalenie aromatyczne, pikantne i bogate w przeróżne smaki, a ja jestem jej zagorzałą miłośniczką. Jeśli na samą o myśl o soku z tamaryndowca, mleku kokosowym, liściach limonki kaffir, galangalu, chilli czy krewetkowej paście nie możecie opanować swojej ekscytacji – ruszajcie czym prędzej próbować nonya pyszności!

Obecna w niniejszym zestawieniu laksa to najbardziej znane i powszechnie dostępne danie kuchni Peranakan.

Do nonya-restauracji warto więc wybrać się po coś ekstra, na przykład:

  • ayam buah keluak – czyli „black nut chicken”, kurczak duszony w sosie na bazie tamaryndowca, z dodatkiem ziaren pochodzących z drzewa o nazwie Pangium edule – śmiertelnie trujących, jeśli nie przyrządzi się ich w odpowiedni sposób; mój absolutny (i zupełnie bezpieczny!) faworyt 🙂
  • beef rendang czyli wołowina duszona w mleku kokosowym, z dodatkiem chilli i całego bukietu aromatycznych przypraw; jest to danie bardzo popularne na terenie Indonezji, skąd pochodzi, oraz Malajów; polecam jego nonya-wariację ze względu właśnie na bogactwo przypraw, które przebijają się z piekielnego ognia chilli :))
  • otak-otak – czyli (w wariancie popularnym w Singapurze) mielone mięso z ryby z dodatkiem pikantnej mieszanki przypraw i mleka kokosowego, a następnie zawinięte w liść bananowca i grillowane;

Wyjście do restauracji specjalizującej się w kuchni Peranakan będzie zdecydowanie droższe niż posiłek w hawker center, ale zaręczam – warto!

The Blue Ginger Restaurant

97 Tg Pagar Rd (Chinatown)

https://www.theblueginger.com/

ROTI PRATA

Niniejsze zestawienie nie byłoby pełne bez dania o rodowodzie indyjskim. Singapurczycy o korzeniach sięgających Indii stanowią trzecią największą grupę etniczną wśród mieszkańców Miasta Lwa, a indyjska kuchnia jest jedną z najbardziej widocznych w miejskim krajobrazie.

Roti prata to rodzaj pszennego, grillowanego placka, który serwuje się najczęściej w towarzystwie curry. Kiedyś sprzedawany głównie w wersji „czystej” lub z dodatkiem jajka, dziś dostępny jest w wielu różnych wariantach – od sera począwszy, a na całej gamie słodkich (!) smaków skończywszy. Ich próbowanie może być  doświadczeniem samym w sobie 🙂 Poszukiwanie ulubionej roti prata proponuję połączyć ze zwiedzaniem Little India i tamtejszych jadłodajni oraz hawker centers.

Sprawdza się o każdej porze dnia.

Jak rozpoznać naprawdę dobrą roti pratę? Po chrupiącej skórce i miękkim wnętrzu.

Na deser (i popitkę)

BUBU CHA CHA (BOBOR CHA CHA)

Jest to deser na bazie mleka kokosowego wywodzący się z kuchni Peranakan, do którego dodaje się: kawałki słodkiego ziemniaka (w różnych kolorach!) oraz taro, galaretkę z tapioki i sago.

Podobnie jak chendol, świetnie sprawdza się w upalnym klimacie i łagodzi kubki smakowe po pikantnym posiłku:)

CHENDOL (CENDOL)

Koncepcja deserów w Azji Południowo-Wschodniej dość mocno różni się od słodkości znanych z polskiego czy europejskiego krajobrazu. A chendol jest jednym z tych, który powoduje reakcję: ale co to? Ale jak to?

W miseczce (lub wysokiej szklance) serwuje się: kopczyk shaved ice (zwanego przeze mnie bardzo dosłownie „golonym lodem” 😉 zaś poprawniej: lodem szronowym) zalany zimnym mlekiem kokosowym z dodatkiem cukru palmowego, udekorowany zielonymi paskami „galaretki” wykonanej z mąki ryżowej, barwionej na zielono pandanem oraz innymi składnikami, wśród których najczęściej spotykam: czerwoną fasolkę azuki, ziarna kukurydzy lub duriana.

Chendol jest bardzo popularny w całym regionie Azji Południowo-Wschodniej i istnieje wiele jego lokalnych wariacji. 

DURIAN

Durian zasłużył na osobne miejsce w niniejszym zestawieniu z kilku powodów. Po pierwsze, najpierw go czuć, a później widać. Po drugie, zajmuje ważne miejsce we wspomnieniach ze względu na powszechne w Singapurze zakazy zabierania do ze sobą do środków transportu publicznego.  I po trzecie: są tak popularne wśród mieszkańców miasta, że w sezonie tematy około-durianowe trafiają na czołówki mediów i licznych kampanii reklamowych.

Tłuste, kremowe wnętrze ukryte w kolczastej łupinie, nieprzyjemny zapach i… ceny sięgające dziesiątek, a czasem wręcz setek singapurskich dolarów. Król owoców czy pospolity śmierdziel? Zdania są podzielone, a żeby wyrobić sobie własne, warto go spróbować. Szczególnie łatwo o to w Chinatown oraz na Geylang Durian Street, ale jeśli będziecie w Singapurze w okolicach lipca lub sierpnia (czyli w szczycie sezonu na te owoce), na pewno nie umknie Waszej uwadze duża liczba stoisk rozlokowanych w różnych zakątkach miasta.

Generalnie warto uważać na to, co i gdzie się zamawia. Duriany dzielą się na wiele odmian (za najlepszą uchodzi Mao Shan Wang), które mają różne ceny. Owoce są duże i ciężkie. Sprawdźcie zawczasu opinie danego stoiska i starajcie się ustalać cenę przed otwarciem owocu, aby nie skończyć jak pewna para, której w 2017 roku przyszło zapłacić rachunek w wysokości 600 SGD.

Jeśli nie czujecie się gotowi na zakup owocu, zawsze możecie spróbować lokalnych deserów z dodatkiem świeżego (!) duriana. 

ICE CREAM SANDWICH

Uliczny klasyk. Zgodnie z nazwą, w pajdę tostowego chleba ładuje się „cegłę” lodów o wybranym smaku. I zajada, zanim chleb rozmięknie od szybko topniejących w tropikalnym upale lodów:) Dla urozmaicenia, u niektórych sprzedawców można wybrać chleb „tęczowy” – a tak naprawdę głównie zielony (dzięki dodatkowi pandana).

Sprzedawcy lodowych kanapek niestety pomału znikają z singapurskiego krajobrazu. Trudno im wytrzymać konkurencję, a chętnych do przejęcia tego biznesu (póki co) nie widać. Dziś o ice cream sandwich najłatwiej na Orchard Road. Na odcinku ulicy między stacjami Dhoby Ghaut a Orchard stoi zazwyczaj kilku uncles sprzedających lodowe kanapki ze swoich mobilnych wózków.

KOPI

W języku malajskim kopi oznacza kawę. Ale zamawiając kopi, nie należy spodziewać się po prostu kawy. A już na pewno nie osławionego w pewnych kręgach sojowego latte:) Kawa w Singapurze zyskała popularność dzięki Europejczykom, natomiast w związku z tym, że większości mieszkańców nie było stać na tę lepszą, tj. Arabicę, korzystali z tańszej Robusty. Jej ziarna prażono w woku z dodatkiem cukru oraz masła. Nieodłącznym atrybutem przyrządzania kopi jest też “skarpeta” służąca do zaparzania.

Uwaga: kopi nigdy nie serwuje się ze świeżym mlekiem, a wyłącznie z mlekiem z puszki (słodzonym lub niesłodzonym). Żeby nie pogubić się w możliwych kombinacjach (oraz meandrach Singlish), polecam zajrzeć do Kopi-Przewodnika, na przykład tutaj.

Miejsca, w których serwuje się kopi nazywa się kopitiam. Traficie na nie w całym mieście. Podobnie jak w przypadku ice cream sandwich, istnieją uzasadnione obawy, że w niedługim czasie kopitiam zaczną znikać, ponieważ młodsze pokolenia nie są już zainteresowane tego typu biznesem. Aby dowiedzieć się więcej o kopi i jej miejscu w singapurskiej kulturze, bardzo polecam poniższy filmik:

KROJONE OWOCE I SOKI OWOCOWE

Ten punkt rzadko pojawia się w singapurskich zestawieniach kulinarnych, ale dla osób mieszkających na stałe w Polsce (lub jakimkolwiek nie-tropikalnym kraju) może być prawdziwą gratką. Każde hawker center i każdy food court ma co najmniej jedno stoisko specjalizujące się w serwowaniu owoców i owocowych soków. Zresztą, takie stoiska rozsiane są po całym mieście.

Traficie tu na naprawdę godny przekrój tropikalnych owoców i w zasadzie nieograniczone możliwości łączenia ich ze sobą:) Wszystko to w przystępnych cenach (kilka SGD). Bardzo polecam również wodę kokosową, serwowaną oczywiście wprost ze świeżego kokosa!

Uwaga: do napojów serwowanych w Singapurze na zimno dodaje się OGROMNE ilości lodu. Jeśli tak, jak ja wolicie kiedy jest go mniej (lub nie ma go wcale) – zawczasu uprzedźcie o tym obsługę. Zazwyczaj oznacza to niewielką dopłatę (rzędu 0.50 – 1 SGD).

SINGAPORE SLING

Chyba każdy papierowy przewodnik będzie Was zachęcał do spróbowania tego drinka. Został on wymyślony ponad 100 lat temu przez pewnego barmana pracującego w Raffles Hotel, a jego główne składniki to gin, wiśniowa brandy oraz sok z limonki i z ananasa. W pewnych kręgach ma status napoju kultowego, zaś w codziennym menu przeciętnego Singapurczyka jest w zasadzie nieobecny.

Jeśli macie ochotę go spróbować, najlepiej chyba udać się do Long Bar we wspomnianym już Raffles Hotel i przygotować na spory wydatek: Singapore Sling kosztuje ponad 30 SGD. Za jedną szklankę. 

TEH

Herbata ma w Singapurze przeróżne oblicza. I tak, jak kopi to nie jest po prostu kawa, tak teh to nie jest po prostu herbata. Teh to ZAWSZE herbata czarna o dużej mocy i w swojej najbardziej podstawowej formie serwowana jest ze słodkim mleczkiem skondensowanym.

Zasady obowiązujące przy zamawianiu teh są te same, co w przypadku zamawiania kopi (przykładowy Teh-Przewodnik tutaj). Wyjątki są dwa:

  • Teh tarik – po angielsku “pulled tea”, czyli herbata z dodatkiem skondensowanego mleczka, przelewana między dwoma naczyniami z dużej wysokości celem uzyskania grubej pianki i temperatury odpowiedniej do picia. Przy okazji oba składniki napoju dobrze się ze sobą mieszają.
  • Teh halia – czyli czarna herbata z mleczkiem skondensowanym i dodatkiem imbiru.

Post Scriptum 

Jest jeszcze jedna rzecz, o której trudno nie wspomnieć pisząc o singapurskich kulinariach. Otóż lokalna gastronomia często bywa przyczynkiem tożsamościowych “wojenek” z sąsiednią Malezją i obie strony często nawzajem podnoszą sobie ciśnienie żonglując nazwami dań i prawem do nazywania ich autentycznie singapurskimi tudzież autentycznie malezyjskimi.

W 2009 roku malezyjska Minister Turystyki Ng Yen Yen podniosła ciśnienie Singapurczykom oświadczając, że chilli crab to jedno z kilku dań malezyjskich, które błędnie określa się jako wywodzące się z innych krajów. Nie przedstawiła jednak na to żadnych dowodów, ale iskra wystarczyła do wzniecenia fali prawdziwego oburzenia jej słowami.

Z kolei Malezyjczyków rozsierdził ruch CNN, które na liście najlepszych deserów świata umieściło “singapurski chendol”.

W ramach ciekawostek dodam jeszcze, że Malezja wraz z Indonezją połączyły swoje siły w obronie pochodzącej z Malezji Zalehy Kadir Olpin po tym, jak ta odpadła z brytyjskiej edycji programu MasterCher, gdyż jurorzy uznali, że jej chicken rendang nie ma chrupiącej skórki. Otóż moi mili, chicken rendang chrupiącej skórki nigdy nie miał i basta!

***

Na sam koniec chciałabym jeszcze raz podkreślić, że powyższa lista nie wyczerpuje tematu singapurskich kulinariów i ma dość subiektywny charakter, również pod względem polecanych hawker centers i restauracji. Mieszkałam w okolicach Chinatown, dlatego też wiele moich sprawdzonych tropów prowadzi właśnie tam. Gorąco zachęcamy do wymiany  informacji o ulubionych daniach, jak i miejscach na ich spróbowanie w komentarzach!

 

Źródła i polecane materiały:

 Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Zobacz również:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.