Malownicze okolice Tuk Tuk nad jeziorem Toba w Indonezji.

Kanibalizm na Sumatrze? Batakowie Toba

Jezioro Toba na Sumatrze było ostatnim celem naszej pierwszej indonezyjskiej podróży. Po bardzo intensywnych dniach spędzonych na trekkingu w dżungli w okolicach Bukit Lawang oraz wejściu na wulkan Gunung Sibayak, myśleliśmy wyłącznie o odpoczynku. Nie wiązaliśmy więc z Pulau Samosir – wulkaniczną wyspą położoną na jeziorze Toba – żadnych specjalnych planów. Te jednak znalazły nas same, pozwalając na bliższe poznanie kultury Bataków Toba, powszechnie kojarzonej z kanibalizmem. I to o niej chcę Wam dzisiaj opowiedzieć.

Jezioro Toba: superwulkan i supereksplozja 

Prawdę powiedziawszy, jezioro Toba nie kojarzyło mi się zbyt dobrze. Ten cud natury powstał w wyniku erupcji superwulkanu, która nastąpiła ponad 70 tysięcy (!) lat temu i zaliczana jest do najbardziej przełomowych wydarzeń z punktu widzenia współczesnego człowieka. Naukowcy są zasadniczo zgodni, co do tego, że spowodowała ona tzw. wulkaniczną zimę, w wyniku której nastąpiło globalne ochłodzenie, a co za tym idzie – wymieranie gatunków, w tym znacznej części populacji homo sapiens.

Jezioro Toba wypełnia dziś kalderę tegoż wulkanu i szczyci się mianem największego jeziora Indonezji oraz największego jeziora wulkanicznego na świecie. Swoją powierzchnią, liczącą około 1130 km2 mogłoby pokryć Singapur razy półtora, zaś jego głębokość sięga 505 metrów i w czerwcu 2018 roku  stała się grobowcem dla blisko 200 osób, które straciły życie w wyniku zatonięcia promu.

Nasza wizyta przypadła ledwie kilka miesięcy po tej tragedii, toteż obiecałam sobie uważnie obserwować stan oraz stopień zatłoczenia promu, który miał nas zabrać na Pulau Samosir. Szczęśliwie, na obawach się skończyło. Choć sama łódź nowością nie grzeszyła, poza nami płynęło nią może kilka osób i udało mi się odprężyć siedząc na otwartym powietrzu. Na prom wsiedliśmy w miasteczku Parapat, a naszym celem była miejscowość o nazwie Tuk Tuk.

 

W ramach ciekawostek, w Tuk Tuk prom nie zawija ot tak, do jednego portu, ale po drodze rozwozi pasażerów bezpośrednio do hoteli i pensjonatów, które zlokalizowane są tuż nad wodą. Tak było też w naszym przypadku – wysiedliśmy od razu w naszym miejscu docelowym, a łódź z resztą pasażerów popłynęła dalej.

Tuk Tuk uchodzi za turystyczne centrum Pulau Samosir, zlokalizowanych jest tu mnóstwo knajpek i obiektów noclegowych. Dotarliśmy tam na początku października, a więc jeszcze przed porą deszczową i odnieśliśmy wrażenie, że w okolicy nie ma żywej duszy. Było zwyczajnie pusto, na ulicach ruch minimalny, a pieszych można było policzyć na palcach obu rąk. 

 

Po zatłoczonych ulicach Singapuru oraz Tokio, tego typu atmosfera potrafi być prawdziwym wybawieniem. Zaczęłam też lepiej rozumieć naszą znajomą pochodzącą z Indii, która powiedziała kiedyś, że zwiedzając Europę czuła się nieswojo nie mając wokół siebie tylu ludzi. Pulau Samosir było dla nas wtedy taką właśnie metaforyczną Europą.

Pulau Samosir i jej mieszkańcy: kim są Batakowie Toba?

Po krótkiej regeneracji w przyjemnej temperaturze i z przepięknym widokiem na góry, soczystą zieleń oraz charakterystyczne dachy lokalnej architektury, postanowiliśmy poznać bliżej kulturę mieszkańców.

Batakowie to wspólny termin określający spokrewnione ze sobą ludy austronezyjskie, którzy porozumiewają się językami z grupy Batak. Składające się na tę kategorię grupy etniczne różnią się między sobą pod względem zwyczajów oraz języka – posługują się różnymi dialektami. Batakowie mieszkają w różnych częściach północnej oraz centralnej Sumatry. Pulau Samosir oraz okolice jeziora Toba są domem Bataków Toba. Nasz muzealny przewodnik bardzo mocno podkreślał, że Toba Batak to lud odrębny względem innych grup Bataków i nie należy ich ze sobą utożsamiać.

Indonezja jest pod względem populacji największym muzułmańskim krajem na świecie. Przemieszczając się z północy Sumatry w stronę środka wyspy obserwowaliśmy jak zmieniał się krajobraz. Nasz wesoły, muzułmański kierowca wyjaśnił, że islam dominuje na północy, w okolicach Aceh, natomiast im bliżej centrum wyspy, tym więcej chrześcijan. Przejeżdżaliśmy przez liczne wioski, w których stały obok siebie meczety i kościoły, zaś w okolicach Toba dominować zaczęły te ostatnie. 


Dzisiejsi Batakowie Toba są w głównej mierze protestanckimi chrześcijanami
, a wszystko to za sprawą niemieckich misjonarzy, którzy zaczęli przybywać w okolice jeziora Toba w drugiej połowie XIX wieku. Do tego czasu Batakowie byli animistami, a więc wierzyli, że obiekty oraz istoty nie-ludzkie (np. kamienie, rośliny, zwierzęta czy zjawiska naturalne) posiadają „duszę”, jakiś rodzaj duchowej, niematerialnej esencji.

Nawiasem mówiąc, koncepcję animizmu wprowadził do nauki antropolog, Edward Tylor i miało to miejsce w podobnym czasie, co spotkanie Bataków Toba z europejskimi kolonizatorami oraz misjonarzami. A to ostatnie nie przebiegało pokojowo.

Zakusy względem kolonizacji Sumatry przejawiali zarówno Holendrzy, jaki Brytyjczycy. Ostatecznie przewagę zyskali Holendrzy, zaś zagrabione przez nich tereny funkcjonowały pod nazwą Holenderskich Indii Wschodnich aż do połowy XX wieku.

Austriacka podróżniczka, Ida Pfeiffer, która w połowie XIX wieku postanowiła wybrać się na spotkanie z Batakami Toba, zapisała w swoim dzienniku rzecz następującą:

Schwytanych przywiązują do drzewa, po czym ścinają im głowy. Krew zbierają ostrożnie do pojemników i wypijają jeszcze ciepłą, lub używają jej do popijania dań z ryżu, podobnie jak u nas soku owocowego. Następnie ciało ćwiartują …. Za najsmaczniejsze uważają podeszwy stóp, dłonie, fragmenty głowy, serce i wątrobę. Mięso pieką na ogniu i jedzą, przyprawiając solą …. Radjas zapewniali mnie zupełnie poważnie, że mięso ludzkie jest naprawdę smaczne i najchętniej jadaliby je codziennie.

W ten sposób ostrzegano ją przed podróżą w okolice jeziora Toba i nie były to opowieści zupełnie wyssane z palca.

Batakowie Toba uprawiali rytualny kanibalizm, który – ku rozżaleniu naszego przewodnika – jest nadmiernie eksploatowany przez współczesną turystykę, a jego znaczenie zostało znacząco wypaczone. W ten sposób stworzono i utrwalono krzywdzący stereotyp Bataków jako prymitywnych dzikusów, którzy ludzkie mięso spożywają dla jego smaku.

A to zupełnie nie tak.

Kanibalizm od podeszwy podszewki

Samo pojęcie kanibalizmu od dawna obecne jest na gruncie zarówno nauk o człowieku, jak i nauk o innych organizmach żywych. Czym on zatem jest?

Otóż kanibalizm to nic innego, jak zjadanie innych przedstawicieli swojego gatunku jako pożywienia. Celem jest tu zatem zaspokojenie głodu, dostarczenie organizmowi składników odżywczych w warunkach, kiedy ich brakuje. Robią to zwierzęta, w skrajnych sytuacjach robią to także ludzie.

Pierwszym przykładem, który przychodzi mi na myśl, jest historia osób ocalałych podczas katastrofy lotniczej Fuerza Aérea Uruguaya 571, która miała miejsce w roku 1972 w Andach. Do momentu odnalezienia ocalałych minęły aż 72 dni. Ekstremalne warunki zmusiły ich do zjedzenia ciał zmarłych współpasażerów, aby przetrwać. Jest to jedna z tych historii, które bardzo mnie poruszyły i zostaną ze mną na całe życie. Bardzo polecam Wam film dokumentalny, który powstał na jej temat.

W międzyczasie wróćmy do Bataków Toba.

Okolice jeziora Toba położone są w klimacie tropikalnym, zatem warunki klimatyczne sprawiają, że pożywienia jest tu pod dostatkiem. Kanibalizm, który obecny był w kulturze Bataków Toba, miał więc odmienny charakter i określa się go jako kanibalizm rytualny.

Nie chodziło w nim o to, żeby zaspokoić głód. Spożywanie ludzkiego ciała miało wzmacniać tzw. tondi  – jest to pojęcie, którego znaczenie określiłabym, w pewnym uproszczeniu, słowem „witalność”. Wspomniane przez Idę Pffeifer jako „najsmaczniejsze”: głowa, serce oraz wątroba uchodzą za te elementy ludzkiego ciała, które  – obok krwi – zawierają najwięcej tondi, dlatego właśnie dbano o to, aby je zjeść. Tondi z ciała zabitego człowieka miało w ten sposób przejść na tego, kto je spożywał i wzmocnić tym samym jego tondi.

Częstotliwość aktów rytualnego kanibalizmu wśród Bataków Toba, wbrew obiegowym opiniom, nie była wysoka i dokonywano go wyłącznie w określonych przypadkach, głównie jako karę za wybrane przewinienia.

Co ciekawe, opowieści o kanibalizmie rozpowszechniali zarówno sami Batakowie Toba, jak i misjonarze chrystianizujący Sumatrę. Ci pierwsi robili to po to, aby odstraszać potencjalnych wrogów oraz niechcianych przybyszów z zewnątrz, a ci ostatni – aby pozyskiwać fundusze na działalność misji.

Kiedy Holendrzy w końcu dopięli swego i podbili tereny wokół jeziora, zakazali kanibalistycznych praktyk, dziś więc zjawisko to już nie istnieje. Turystyczna machina przerobiła je natomiast w atrakcyjne widowisko, w którym mogą uczestniczyć chętni odwiedzający Huta Siallagan w miejscowości Ambarita.

Na terenie tego niewielkiego skansenu znajduje się święte drzewo (Hariara), zaś obok niego – zachowane miejsce dawnych oficjalnych spotkań, jak również sądów i egzekucji. Przewodnik w obrazowy sposób opowiada tam o szczegółach egzekucji. Dla większych grup odgrywane są scenki, które można filmować i fotografować ile tylko dusza zapragnie. 

Z wizytą u króla

Szczęśliwie, wspomniany skansen (Huta Siallagan) oferuje znacznie więcej, niż przejaskrawione opowieści z kanibalizmem w roli głównej. Szczególnie, jeśli już na początku zaznaczycie, że nie do końca o takie doświadczenia Wam chodzi. Nasz przewodnik dobrze radził sobie z angielskim i bardzo chętnie odpowiadał na wszelkie pytania.

Dowiedzieliśmy się m.in., że dzisiejsi Batakowie Toba są najprawdopodobniej potomkami migrantów z terenu dzisiejszej Kambodży i Tajlandii, choć teorii na ten temat jest kilka i cały czas trwają badania mające wyjaśnić dokładne pochodzenie tej grupy etnicznej.

Słowo huta oznacza tyle, co wioska czy osada. Zakłada ją i zamieszkuje grupa osób wywodzących się z tego samego klanu, więc Huta Siallagan to po prostu osada klanu Siallagan.

 

Wizyta rozpoczyna się od domu, w którym dawniej mieszkał król, a konkretniej – od łóżka, w którym spał. Dziś służy ono jako siedzisko dla zwiedzających. W środku można zobaczyć również inne elementy wyposażenia, w tym bardziej współczesne, jak naczynia będące ewidentną spuścizną po kolonizujących te tereny Holendrach.

Tradycyjne, domy w osadach Bataków Toba stawiano w jednym rzędzie. Naprzeciwko nich – również w jednym rzędzie – budowano spichlerze, a pomiędzy rzędami znajdowała się dość szeroka przestrzeń publiczna, w tym wspomniane już wcześniej miejsce spotkań i egzekucji.

W jednym domu mieszkało zazwyczaj kilka rodzin, a więc łącznie – kilkadziesiąt osób, choć współcześnie odchodzi się już od takiego modelu i na jeden dom przypada zazwyczaj jedna rodzina. Domy nie są duże i wewnątrz jest dość ciemno, więc służyły głównie jako miejsce snu, a codzienne życie toczyło się na zewnątrz.

Ich architektura nie jest dziełem przypadku i odzwierciedla trzy sfery kosmologii Bataków:

  • Niższą – zamieszkiwaną przez złe moce
  • Środkową – zamieszkiwaną przez ludzi
  • Wyższą – zamieszkiwaną przez przodków, którzy opiekują się mieszkańcami domu

W przypadku domu, sfera niższa to przestrzeń między ziemią a podłogą, która znajduje się za schodami i trzymano w niej zwierzęta. Wyjątkiem był dom króla, gdzie w niższej sferze znajdowało się więzienie. Sfera środkowa to główna izba, do której wchodzi się po schodach. Natomiast sfera górna znajduje się pod dachem i przechowywano w niej wartościowe przedmioty.

Choć na terenie Huta Siallagan znajduje się cały rząd tradycyjnych domów, nie do każdego można wejść. Powód? Do dziś są zamieszkiwane przez Bataków Toba, czyli są domami prywatnymi!

 

Przywołać pomyślność

Pod koniec zwiedzania przewodnik opowiedział nam jeszcze parę słów na temat tradycyjnych dekoracji. Rozglądając się wokół można zobaczyć trzy główne motywy: czaszkę i rogi wołu, gekony oraz kobiece piersi. Razem mają one przywoływać dobrobyt oraz płodność. 

 

 

W kulturze Bataków Toba wychowaniem dzieci zajmują się kobiety i posiadanie licznego potomstwa jest wysoko cenione. Nasz przewodnik wyjaśnił nam, że duże piersi kojarzą się z obfitością pokarmu dla dziecka, dlatego też kobiety z dużym biustem cieszą się większym powodzeniem. Ze smutkiem przyznał, że w przypadku jego żony ta zasada nie do końca się sprawdziła i był wyraźnie zatroskany o przyszłość ich rodziny, to znaczy – czy uda się mieć dużo dzieci i je dobrze wykarmić.

Na tym skończyła się nasza wizyta w Huta Siallagan i tym samym, zupełnie nieoczekiwanie, stała się jednym z najciekawszych momentów pobytu na Sumatrze. Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę zainteresować Was kulturą Bataków Toba i pokazać, że jest w niej o wiele więcej, niż na opak rozumiany i eksploatowany kanibalizm.

Czy ktoś z Was wybiera się na Sumatrę lub ma taką wizytę już za sobą? A może lektura tekstu skłoniła Was do jakichś przemyśleń? Dajcie znać w komentarzach! 🙂

Źródła i dodatkowe materiały

  • Himasari Hanan, “Modernization and Cultural Transformation: The Expansion of Traditional Batak Toba House in Huta Siallagan”, ASEAN Conference on Environment-Behaviour Studies, Bangkok, Thailand, 16-18 July 2012
  • Wolf Kielich, ”Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy” (r. 7 – ”Niestrudzona Turystka”)
  • oraz oczywiście wizyta własna 

 Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi! 

Zobacz również:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.