Etnografia pomyślności. Wokół Nowego Roku w Japonii cz. II

Udział w hucznych imprezach sylwestrowych do białego rana chyba nigdy nie był dla mnie szczególnie kuszący, zawsze byłam jednak ciekawa jak obchodzi się różnego rodzaju święta, w tym Nowy Rok, w innych zakątkach świata.

W Singapurze na przykład, 1 stycznia wita się nadejście Nowego Roku w znanym nam „zachodnim” stylu, z pokazem fajerwerków w Marina Bay i perspektywą ulewnego deszczu w gratisie. Rok temu lało tak niemiłosiernie, że po pierwszej minucie pokazu widać było wyłącznie kłęby dymu, a na trawniku, z którego oglądaliśmy sztuczne ognie można było z powodzeniem zażywać kąpieli błotnej. Niemniej, atmosfera była przesympatyczna, a wysoka temperatura w zupełności wynagradzała mi te drobne niedogodności. 5 minut i koniec. Już po wszystkim. Fajerwerki się skończyły, można iść do domu albo bawić się w wybranym wcześniej lokalu.

Bez porównania huczniej wita się w Mieście Lwa nadejście Chińskiego Nowego Roku, które ma miejsce kilka tygodni później, zgodnie z kalendarzem księżycowo-słonecznym. Bardziej szczegółowo przeczytacie o tym we wpisie wprowadzającym do Święta Wiosny, jak inaczej nazywa się Chiński Nowy Rok, oraz w tekście na temat Chingay i River Hongbao.

Tymczasem w Japonii jest odwrotnie. Główne obchody Nowego Roku (shōgatsu) przypadają 1 stycznia. Dzieje się tak od roku 1873, kiedy kalendarz gregoriański oficjalnie zastąpił tenpō, czyli stosowany dotychczas kalendarz księżycowo-słoneczny. Warto przy tym zaznaczyć, że „główne obchody” niewiele mają wspólnego z hucznym, głośnym i trwającym całą noc świętowaniem, jakie znamy z naszego rodzimego podwórka.

Nowy Rok to dla Japończyków jedno z najważniejszych świąt w rocznym kalendarzu. Na przełomie grudnia i stycznia wielu pracowników ma z tej okazji wolne na co najmniej kilka dni. Przykładowo, w szkole językowej, do której chodzę na japoński, zajęcia po przerwie świąteczno-noworocznej wznowiono 4 stycznia (piątek), a wiele sklepów i lokalnych biznesów w mojej okolicy zamknęło się aż do 7 stycznia.

Kilkudniowe wolne miały nawet służby komunalne, w związku z czym wstrzymano odbiór śmieci. Odpadki kuchenne wywozi się u mnie 2 razy w tygodniu, a ponieważ worki wystawić można tylko w dniu odbioru (no dobrze, niektórzy dywersanci robią to dzień wcześniej wieczorem), możecie sobie wyobrazić wynikające z tego aromaty;) Pozostaje cieszyć się, że Nowy Rok przypada zimą, a nie na przykład w środku lata. Wyjątkowo doceniłam Wieczną Zmarzlinę panującą w naszym genkanie (przedsionku, w którym zostawia się buty) z okazji braku centralnego ogrzewania.

Ale, ale! Kilka dni wolnego z okazji Nowego Roku to zaledwie dodatek. Status jednego z najważniejszych japońskich świąt zobowiązuje, aby na temat noworocznych zwyczajów napisać parę słów więcej.

Na czym polegają więc obchody Nowego Roku w Japonii? Przede wszystkim na spędzaniu tego czasu z bliskimi. Oraz na podjęciu pewnych mniej lub bardziej rytualnych aktywności.

Zaprosić pomyślność 

Podczas pewnego grudniowego spotkania jedna z koleżanek rzuciła mimochodem, że porę roku, miesiąc, a nawet zbliżające się święta można z łatwością rozpoznać patrząc tylko i wyłącznie na sklepowe witryny.  Trudno się z tym nie zgodzić. Przyleciałam pod koniec października i zewsząd witały mnie dynie, duchy, nietoperze, a panie w hotelowej recepcji były odziane w gustowne, „wiedźmowate” peleryny. Tuż po Halloween, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zewsząd momentalnie wyrosły choinki, mikołaje, Christmas cakes i inne reniferki. A zaraz po nich władanie nad przestrzenią publiczną przejęły dziki oraz tradycyjne dekoracje noworoczne.

Ta obecność różnych około-świątecznych ozdób zapewne nikogo specjalnie nie dziwi. Sfera sacrum chcąc nie chcąc przeniknęła do świata konsumpcji, stając się wygodnym narzędziem zwiększania sklepowych obrotów, czasem wpływając zwrotnie na nasze sposoby obchodzenia świąt.

Jest jednak coś, co w mojej ocenie bardzo odróżnia dekoracje noworoczne od tych, które królowały w japońskiej przestrzeni jeszcze chwilę temu: nie są one wystawiane po to, aby dostarczyć przechodniom estetycznej przyjemności (choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę estetykę docenić) czy nakłonić do zrobienia okolicznościowych zakupów. Ich znaczenie jest symboliczne. Za ich pośrednictwem zaprasza się do siebie oraz próbuje pozyskać przychylność noworocznych kami (bóstw), które w zamian mają zapewnić pomyślność i dobrobyt na nadchodzący rok.

Pisząc o noworocznych dekoracjach mam na myśli przede wszystkim:

Shimekazari – wiesza się je na wejściu, a wykonane są ze słomy ryżowej, gałązek sosny oraz shide, czyli „papierowych zygzaków” wykorzystywanych w rytuałach shintō. Często zawierają dodatkowe elementy, jak daidai lub mikan (oba to gatunki cytrusów) czy motywy zwierzęce. Ich rolą jest odstraszanie złych duchów. Nie ma jednego, uniwersalnego shimekazari – wzory różnią się m.in. w zależności od regionu, a obecnie w sklepach często sprzedaje się dekoracje wykonane wyłącznie z plastiku. 

Kadomatsu – umieszcza się je w parach przed wejściem do domów i innych budynków, aby w ten sposób zaprosić do środka bóstwo Toshigami zwiastujące urodzaj i pomyślność dla całej rodziny. Dekoracje te przygotowuje się z bambusa i sosny (jap. matsu) i umieszcza przed domem po świętach Bożego Narodzenia, gdzie stoją do 7 stycznia. Podobno to tego dnia noworoczne kami opuszczają nasze ludzkie uniwersum.

 

Kagami mochi – dekoracja wykonana z dwóch mochi udekorowanych cytrusem daidai, czasem zastępowanym przez mikan. Symbolizują okrągłe lustro, będące kolejnym ważnym elementem rytuałów shintō. Kagami-mochi przynoszą błogosławieństwo przodków i dobre zbiory, oznaczają również siłę życia. Podczas ceremonii nazywanej kagami-biraki mochi łamie się na mniejsze kawałki i zjada, na przykład z zupą z czerwonej fasoli (zenzai).

 

Te tradycje wywodzą się jeszcze z czasów, kiedy większość Japończyków mieszkała na wsiach i zajmowała się rolnictwem, toteż udane zbiory determinowały byt całych rodzin. Ich gwarantem miały być zadowolone kami, stąd rozmaite wysiłki mające na celu pozyskanie ich przychylności. Choć czasy się zmieniły i dziś udane zbiory nie są już w centrum zainteresowania przeciętnej japońskiej rodziny, tradycje przetrwały.

Nie zmieniło się również to, że aby zaprosić bóstwa i pomyślność  do domu, trzeba w nim najpierw… tak, posprzątać! Świąteczne porządki to zwyczaj doskonale znany również w Polsce. W Japonii do ōsōji (czyli wielkiego sprzątania) przystępuje się na koniec roku z zamiarem wejścia w Nowy Rok „na czysto”. Przy czym dotyczy to nie tylko domów. Dla przykładu, wielkie sprzątanie zarządzono również w firmie, w której pracuje mój mąż. Ostatniego dnia przed noworoczną przerwą wyposażono pracowników we wszelkie potrzebne sprzęty i wszyscy pucowali biuro, nie tylko swoje stanowiska pracy. Po wszystkim zaproszono ich na bōnenkai, czyli przyjęcie z okazji kończącego się roku.

Ale co poza tym?

Przed udaniem się na noworoczny odpoczynek należy zadbać o jeszcze jedno: wysyłkę noworocznych kartek z życzeniami (nengajō). Wysyła się je do przyjaciół i członków rodziny, za wyjątkiem tych, których w danym roku dotknęła śmierć bliskich osób. Ponieważ pracownicy poczty również mają w trakcie Nowego Roku wolne, trzeba to zrobić z odpowiednim wyprzedzeniem, aby kartki doszły na 1 stycznia.

Główny motyw kartek to zazwyczaj zwierzęcy patron nadchodzącego roku, czyli tym razem dzik. Ich wybór przyprawia o prawdziwy zawrót głowy i może być niezłą zachętą do zmobilizowania się i obdarowania najbliższych porcją dobrych życzeń. A pozostając jeszcze na moment przy artykułach papierniczych – pocztówkom wcale nie ustępuje miejsca asortyment otoshidama, czyli małych kopert, w których dzieci i tak zwana młodsza młodzież otrzymają z okazji Nowego Roku pieniądze od swoich rodziców i dziadków. Nie oparłam się pokusie i zaopatrzyłam w komplet z wizerunkiem dzika kąpiącego się w onsensie. Znaczy… zresztą sami zobaczcie.

Siła mięśni a siła tradycji

Wśród bardzo wielu noworocznych tradycji chciałabym wspomnieć jeszcze o dwóch. Pierwszą z nich jest mochitsuki, czyli ubijanie / ugniatanie ryżu, aby przygotować mochi – ryżowe „kluski”, które można jeść na słodko lub słono. To właśnie one są głównym składnikiem wspomnianego wcześniej kagami mochi. Generalnie jest to czynność wymagająca dużo siły, cierpliwości i potrafi zająć cały dzień. Ryż trzeba najpierw wypłukać i namoczyć, następnie ugotować na parze, a po wystudzeniu przełożyć do usu – dużego, solidnego pojemnika (np. drewnianego) i ugniatać, ugniatać, ugniatać… Robi się to za pomocą narzędzia o nazwie kine, które wyglądem przypomina skrzyżowanie tłuczka z solidnym, drewnianym młotem. Mochitsuki można uskuteczniać w gronie rodziny i sąsiadów, ale można też trafić na wydarzenia otwarte dla publiczności. Ja swoje pierwsze mochitsuki widziałam w Singapurze, podczas obchodów Nowego Roku zorganizowanych przez mieszkającą tam japońską społeczność, co – jak sądzę – dobrze ilustruje jak ważne jest kultywowanie niektórych zwyczajów dla podtrzymywania tożsamości kulturowej.

Czytając wspomnienia antropolożki Joy Hendry trafiłam na wzmiankę o mikan-nage. Opisuje ona ten zwyczaj jako rodzaj mającego przynosić pomyślność rzucania mikanami (japońskimi mandarynkami), które odbywa się z okazji Nowego Roku. Właściciele łodzi cumowanych w lokalnym porcie, zaopatrzeni w skrzynki tych owoców, zanoszą je na dzioby swoich łodzi. Następnie modlą się i składają w ofierze sake, po czym przystępują (często robią to ich dzieci) do rzucania mikanami w stronę zgromadzonego nieopodal, pod dziobami, tłumu. Ta praktyka ma przynieść rybakom obfite połowy, niejako w nagrodę za symboliczne „oddanie” obfitości pod postacią rzucania owocami.

Zwyczaj o tej samej nazwie ale nieco innym kontekście kultywuje się podczas corocznego Torioi Matsuri, odbywającego się 14 stycznia w Nakanojo. Wówczas mikanami rzucają osoby o niekorzystnym na dany rok horoskopie oraz właściciele sklepów, którym zależy na pomyślności w biznesie.

Ten pierwszy raz

Z nadejściem Nowego Roku wiąże się w Japonii sporo „pierwszych razów”. Można je rozpoznać po przedrostku hatsu () na przykład:

Hatsumōde – pierwsza wizyta w chramie lub świątyni, podczas której można (poza modlitwą rzecz jasna) oddać do spalenia stary amulet i kupić nowy lub wypisać życzenia na tabliczce ema. W buddyjskich świątyniach odbywa się joya no kane, czyli ceremonia, podczas której uderza się w dzwon 108 razy. Dlaczego 108? Liczba ta reprezentuje liczbę ludzkich grzechów i każde uderzenie oznacza pozbycie się jednego z nich. Joya no kane zaczyna się 31 grudnia, a ostatnie uderzenie następuje chwilę po północy, już w Nowym Roku.

Hatsuhinode – pierwszy wschód słońca w Nowym Roku przynosi nadzieję i odnowę, więc warto celebrować ten moment😊 My mieliśmy piękny widok z okna hotelowego – wprost na Fuji.

Hatsuyume  – tym terminem określa się w Japonii pierwszy sen w Nowym Roku. Jeżeli wyśniliście górę Fuji, jastrzębia i… bakłażana, jest to bardzo dobry omen! Bardzo rzadko pamiętam swoje sny, więc tym razem skupiłam się na jawie i przy okazji pobytu pod Fuji udało mi się wypatrzeć coś innego, a jeśli jesteście ciekawi co – zapraszam na profil Facebookowy!

Hatsugama – pierwsza noworoczna ceremonia herbaciana. Może nie jest to element obecny w życiu przeciętnego Japończyka, ale dla tych, którzy podążają drogą herbaty stanowi ona ważny moment. Wyjątkowo, całą ceremonię prowadzi mistrz, przygotowując dla swoich uczniów oraz zaproszonych gości zarówno herbatę, jak i posiłek. Podczas hatsugama pije się dwa rodzaje herbaty: koicha (wyjątkowo gęsta i bardziej cierpka) oraz  usucha (rzadsza i mniej cierpka).

Na zakończenie

Pisząc o Nowym Roku w Japonii nie sposób pominąć tematu jedzenia. Chciałam podzielić się z Wami wrażeniami „z pierwszej ręki”, ale w tym roku okazało się to… hmm… niemożliwe. Już wyjaśniam dlaczego.

Otóż w wigilię Nowego Roku (znaną u nas jako Sylwester, a w Japonii jako ōmisoka) jada się danie o nazwie toshikoshi soba, czyli makaron z mąki gryczanej. Ten czas spędzaliśmy z przyjaciółmi w mieście Fuji, nieopodal góry. Upatrzyliśmy miejsce serwujące sobę, wybraliśmy się tam w przeddzień Nowego Roku, ale wybrana przez nas restauracja – podobnie jak znamienita większość przybytków w mieście – była już zamknięta.

Kolejnym noworocznym posiłkiem jest osechi-ryōri, który ma formę pudełka z zestawem specjalnych, okolicznościowych dań. Znów, z uwagi na wyjazd, nie udało mi się w niego zaopatrzyć, więc zostawiłam sobie tę przyjemność na kolejny raz. Zresztą, rozłożenie go na kulturowe czynniki pierwsze to temat na zupełnie odrębny wpis.

Aha! Jeśli tuż po Nowym Roku zobaczycie w różnych miejscach kolejki, istnieje duże prawdopodobieństwo, że widzicie właśnie osoby „polujące” na fukubukuro, czyli torby wypełnione różnymi produktami, które zostały sklepom jeszcze z zeszłego roku. Dotyczy to chyba wszystkiego – jedzenia, kosmetyków, ubrań… Koszt takiej „szczęśliwej torby” jest dużo niższy niż regularne ceny zawartych w niej produktów. Mnie zaś kosztowało bardzo dużo silnej woli, aby nie ulec tej pokusie.

***

Mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się przybliżyć Wam atmosferę i znaczenie Nowego Roku w Japonii. Podzielcie się wrażeniami i pytaniami w komentarzach!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródła:

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.