[RECENZJA] „Morze Wewnętrzne”, Donald Richie

„Każda podróż jest w jakimś sensie ucieczką. Gdzieś chcemy dotrzeć, ale od czegoś też uciec”. Te padające już na jednej z pierwszych stron słowa trafnie nakreślają intencje Donalda Richie względem opisywanej przez niego na kartach „Morza Wewnętrznego” podróży. Czy wyprawa na wyspy i wysepki Seto-naikai pozwoliła zrealizować to pragnienie? Jaki jest obraz Japonii nakreślony piórem autora i czego może spodziewać się czytelnik sięgający po tę, zaliczaną w poczet klasyki literatury podróżniczej, pozycję?

„Morze Wewnętrzne” to głośna książka autorstwa Donalda Richie, amerykańskiego pisarza, dziennikarza oraz specjalisty w dziedzinie kina japońskiego, który większość swojego życia spędził w Japonii. Pozycja ta, kilkukrotnie wznawiana od czasu swojej premiery w 1971 roku, powstała na bazie zapisków z dziennika prowadzonego przez autora w roku 1962. Spisywał go w trakcie podróży przez archipelag wysp położonych na wodach tytułowego Morza Wewnętrznego, znajdującego się pomiędzy Kiusiu, Honsiu oraz Sikoku. Jednak wbrew tytułowi oraz poetycko nakreślonej jeszcze we wstępie charakterystyce Morza Wewnętrznego, to nie geografia jest główną bohaterką tej opowieści. Przemierzając kolejne wyspy i wysepki, autor wpuszcza czytelnika do swojego wewnętrznego świata, zabierając w podróż po własnych myślach, emocjach i przeżyciach. Podróż na wskroś osobistą, sentymentalną, a momentami również intymną.  

W pogoni za autentycznością 

Pretekstem do jego wyprawy na wyspy Morza Wewnętrznego stał się upływający czas. Szukając „prawdziwej” Japonii, Donald Richie ucieka przed falą nowoczesności, jaka po wojnie zaczęła ogarniać ten kraj. Postępująca urbanizacja i industrializacja zmienia jego zdaniem nie tylko krajobrazy, ale i samych ludzi, co podsumowuje licznymi spostrzeżeniami, które można śmiało określić jako uniwersalne i ponadczasowe, na przykład:

 

„Mogę ścierpieć tłumy, potoki aut i telewizję, ale nie godzę się na deprecjację człowieczeństwa, do której wiodą – na pogoń za sensacją, cynizm i brutalność.”

Wyspy Morza Wewnętrznego to dla niego ostatni bastion tej drugiej, „prawdziwej”, w domyśle – lepszej Japonii. Miejsce, do którego nowoczesność jeszcze nie dotarła i w którym można poczuć ducha tego kraju. To romantyczne wyobrażenie nadaje ton całej jego wyprawie, determinując oceny ludzi, których spotyka na swojej drodze oraz interpretacje wydarzeń, jakie stają się jego udziałem.

Richie jest bacznym obserwatorem, który stara się dowiedzieć jak najwięcej o odwiedzanych przez siebie miejscach oraz poznać perspektywę ich mieszkańców. Każdorazowo szuka okazji do tego, aby z nimi porozmawiać, zrozumieć kim są i jak wygląda ich życie, niezależnie od tego, czy jest to rybak, młoda uczennica, czy niepokorny akolita. Nakreślony przez niego obraz Japonii i Japończyków w dużej mierze opiera się na doświadczeniach wyniesionych z tych kontaktów.

„Szukam prawdziwych Japończyków, pierwotnego wzorca. (…) Myślę, że gdzieś ich znajdę, gdzieś nad tym morzem. Ludzi, jakimi Japończycy powinni być, jakimi byli kiedyś.”

Czytając „Morze Wewnętrzne” nietrudno odnieść wrażenie, że przeszłość i teraźniejszość do dla autora dwa odrębne światy. Richie zdaje się nie przyjmować do wiadomości ani tego, że zmiana to nieodłączny element procesów dziejowych i kulturowych, ani tego, że zmiany te nie muszą oznaczać całkowitej kulturowej unifikacji i wykluczać tak celebrowanej przez niego inności. Podążając za tą hiper-potrzebą autentyczności nieustannie wpada w pułapkę rozczarowania. Rozczarowania tym, że Japonia jakiej szuka, być może nigdy nie istniała. 

Portret uciekiniera

Książka zawiera liczne i bardzo zróżnicowane spostrzeżenia zarówno na temat samej Japonii, jak i krajów Zachodu, dla których przyczynkiem są kolejne doświadczenia z podróży autora. I tak, wątek o aktorze kabuki, Ichikawa Danzo płynnie przechodzi w refleksję na temat życia i śmierci, zaś wizyta w jednej ze świątyń zaowocowała dłuższym wywodem na temat miejsca kotów i psów w japońskiej kulturze. W narracje na temat poszczególnych miejsc wplata natomiast wiele lokalnych legend, podań i opowieści, dzięki czemu zyskują one dodatkowy kontekst, a czytelnik – pretekst do zgłębienia japońskiej mitologii. Kolejną zaletą „Morza Wewnętrznego” jest styl narracji, prowadzony przy użyciu wyjątkowo plastycznego i poetyckiego języka, bogatego w wyszukane epitety i metafory. Słowa uznania należą się w tym miejscu tłumaczowi w osobie Sergiusza Kowalskiego, który potrafił ten styl odzwierciedlić.

Wiele z obserwacji obecnych na stronach „Morza Wewnętrznego” wyrasta na klasycznej dychotomii swój – obcy, z którą mierzy się chyba każdy, kto próbował osiedlić się w innym kraju. W książce nie brakuje więc licznych refleksji związanych z doświadczaną na co dzień przez autora innością i brakiem możliwości zmiany tego statusu:

 

„Biały, który zadomowił się na Samoa lub w Marrakeszu, Japończyk, który został nowojorczykiem lub paryżaninem – to możliwe, ale Japończykiem może być tylko Japończyk.”

Warto zaznaczyć, że w swoich opiniach Richie bywa bardzo bezpośredni i bez mrugnięcia okiem odkrywa przed czytelnikami również intymne aspekty swojego życia. Dość szybko deklaruje swój promiskuityzm, sporo miejsca na łamach książki poświęcając przemyśleniom na temat kontaktów seksualnych oraz własnym erotycznym fantazjom. Wiele z opisanych przez niego sytuacji z pewnością może budzić niesmak, którego nie osłabia świadomość, iż od napisania „Morza Wewnętrznego” minęło ponad 50 lat, na przestrzeni których zaszło wiele zmian w sferze obyczajowości. Wątki te powodują również pewien dysonans względem deklarowanego przez autora, romantycznego usposobienia, będącego paliwem dla licznych wartościowych refleksji o bardziej filozoficznej naturze.

Ta otwartość w dzieleniu się swoim życiem na różnych jego płaszczyznach sprawia, że postać autora wysuwa się na główny plan, co z jednej stanowi strony o wyjątkowości książki, a z drugiej bywa zarzewiem jej krytyki. Czytelnik szukający metodycznej, wyważonej narracji o mieszkańcach wysp Morza Wewnętrznego musi obejść się smakiem. Czytelnik spragniony subiektywnej, soczystej opowieści rozgrywającej się w japońskiej scenerii będzie oczarowany. Niezależnie jednak od powyższych intencji, lektura książki prowokuje do skonfrontowania się z własnymi wyobrażeniami na temat tego, jak mogą wyglądać spotkania z odmienną kulturą. Uważam, że w tym tkwi jej największa siła.

Po ”Morze Wewnętrzne” warto więc sięgnąć nie tylko po to, aby odbyć unikalną podróż w czasie i przestrzeni, ale przede wszystkim w celu poszukania swoich odpowiedzi na wyzwania stawiane przez współczesny świat. Jeśli chcielibyśmy uciekać, to gdzie?

Polskie wydanie „Morza Wewnętrznego” ukazało się w roku 2019 nakładem Wydawnictwa Czarne. Dziękuję Wydawnictwu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Warto również zaznaczy, że na kanwie książki powstał kilkukrotnie nagrodzony film dokumentalny. „The Inland Sea” w reżyserii Lucille Carra ukazał się w 1992 roku. Donald Richie pełnił w nim funkcję narratora.

Post Scriptum 

Zdjęcie ilustrujące recenzję przedstawia widok na zatokę Suruga, będącą częścią Oceanu Spokojnego.

[RECENZJA] „Morze Wewnętrzne”, Donald Richie - Co kraj, to obyczaj

Tytuł: “Morze Wewnętrzne”

Autor: Donald Richie

Wydawca: Wydawnictwo Czarne

Data wydania: marzec 2019 r.

ISBN: 978-83-8049-825-9

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.